Rocznice i święta
15.03.2021

Cudowne dziecko: Josima Feldschuh

80 lat temu, 15 marca 1941 roku, odbył się pierwszy publiczny koncert Josimy Feldschuh – 11-letniej wówczas pianistki i kompozytorki z warszawskiego getta.

Fragmenty dziennika Reuwena Ben-Szema Feldschuha, ojca Josimy, i artykułu Racheli Auerbach "Josima", ciotki Josimy, czytają Joanna Szczepkowska i Robert Więckiewicz

Transkrypcja nagrania >>


W sali Melody Palace przy ulicy Rymarskiej 12 w Warszawie, wspólnie z Żydowską Orkiestrą Symfoniczną, młoda artystka zagrała IX koncert fortepianowy Mozarta, a na bis wykonała kilka własnych utworów. Historię cudownego dziecka z getta przypominamy na naszej scenie od 2019 roku. Poznajcie tę niezwykłą historię.

Objawienie

Josima Feldschuh urodziła się 26 czerwca 1929 roku. Jej matka, Perła, była muzykolożką. To ona zaczęła uczyć Josimę gry na fortepianie. Ojciec dziewczynki, Rubin Feldszuh (także Feldschuh, Feldschu, Ruben Ben-Szem), był pisarzem i działaczem syjonistycznym. Pracował m.in. jako tłumacz przysięgły języków staroaramejskiego, hebrajskiego i jidysz. To z jego dziennika dowiedzieliśmy się jak doszło do tego, że 11-letnie dziecko z dnia na dzień zostało uznane muzycznym objawieniem.

"Było to tak, że pewna pani Rabinowicz, śpiewaczka, która była u nas z wizytą, wzięła małą kiedyś ze sobą do "Salonu" na ulicy Ogrodowej, gdzie zbierali się śpiewacy i muzycy żydowscy i w każdy czwartek spędzali razem kilka godzin w otoczeniu dźwięków muzyki. Moja córeczka posłuchała tam gry pewnego pianisty i wygłosiła swoją surową krytykę, ku zdumieniu słuchaczy. Pianista, który dowiedział się o jej krytycznych słowach, wykrzyknął ze śmiechem, arogancko: "Jak jesteś taka mądra, moja mała, to sama zagraj lepiej!". Mała usiadła do fortepianu i jej los został przypieczętowany. Wszyscy przerwali rozmowy, zamilkli, przestali się kręcić, we wszystkich pomieszczeniach "Salonu" zapadła cisza. Wszyscy obecni zgromadzili się i stanęli wokół fortepianu, a ich rozszerzone oczy i otwarte usta były oznaką niezmierzonego zdumienia. Kiedy skończyła grać jeden utwór, zmusili ją by grała dalej. Kiedy wrócla do domu przyszła razem z nią pani Rabinowicz i przekazała, że "Salon" postanowił jednogłośnie, iż "świat" musi koniecznie posłuchać gry mojej córki i że kilku pianistów zaoferowało się uczyć ją za darmo".

(Fragment dziennika Rubina Ben-Shema Feldschuha poświęcony jego córce Josimie Feldschuh, w dniu jej pierwszego koncertu w Melody Palace, 15.03.1941)

Josima do koncertu przygotowywała się przez kilka miesięcy. W jej domu panowała bieda. Ojciec nie mógł znaleźć pracy, a sukcesem było zdobycie bochenka chleba. Prawdopodobnie jedynym wartościowym przedmiotem w mieszkaniu przy ulicy Leszno 66/18 był piękny, wiedeński fortepian. Jak pisze w dzienniku Rubin Feldschuh: Moja żona gotuje kasze i jagły w takiej proporcji, że woda do kaszy jest jak 1:10. Jedyny tłuszcz jakim się odżywiamy to tłuszcz z zupy, którą dostajemy ostatnio z kuchni dla ubogich. W takich warunkach moja córka gra przez wiele godzin dziennie bez przerwy a znawcy tematu dosłownie zmusili mnie, żeby dała koncert, zachwycając przy tym świat i getto.

Cudowne dziecko

Koncert Josimy poprzedziła próba. Doświadczeni muzycy Żydowskiej Orkiestry Symfonicznej, którą tworzyli m.in. żydowscy artyści Filharmonii Warszawskiej, Opery Narodowej czy Orkiestry Polskiego Radia, do „cudownego dziecka” podchodzili z dystansem.
- Widziałem, jak na twarzach wielu muzyków widać było lekki uśmiech, a nawet drobny ton lekceważenia, jakby mówili: aha, "cudowne dziecko", my już dobrze wiemy jaka jest wartość i poziom takiego występu – wspomina w swym dzienniku ojciec Josimy. 

"Zaczęli grać. Moja córeczka […] znała ten koncert z taką precyzją i tak idealnie, że nie da się tego porównać z niczym. Każdy dźwięk był zapisany w jej krwi jakby grała go już podczas stworzenia świata. Kiedy orkiestra skończyła grać preludium, precyzyjnie, idealnie w wymaganej sekundzie, nie za wcześnie ale też bez opóźnienia o choćby dziesiątą sekundy nawet, mała "weszła" do melodii i odegrała swoją partię. Orkiestra razem z nią, sama orkiestra, ona sama, wszystko przebiegło zgodnie z planem koncertu, bez najmniejszej pomyłki, jak to czasem bywa z muzykami. Słuchałem gry córki i patrzyłem na twarze muzyków. Powoli znikał z nich tamten wyraz, mina, która była widoczna na nich na początku. Ich twarze stały się poważne, widać było, że dokładają wszelkich wysiłków by grać precyzyjnie, by nie pomylić się. Co jakiś czas któryś z nich podnosił wzrok i patrzył w oczy drugiemu a jego usta wyrażały bezgłośnie zdumienie i podziw. Potem widziałem, jak w ich oczach pojawił się entuzjazm, jak potrząsali głowami, a gdy skończyła grać ci doświadczeni, starzy muzycy nie mogli się powstrzymać i wszyscy zaczęli bić brawo, rozległy się burzliwe oklaski. […] Jeden po drugim podchodzili do nas po kolei muzycy z orkiestry i wyrażali swoje uznanie, mówiąc, że czegoś takiego jeszcze nigdy nie widzieli ani nie słyszeli, […] Mówili o Rubinsteinie, o Jaschy Heifetzu, o Gimplach i innych, występujących jako "cudowne dzieci" i że tylko do najwspanialszych z nich można i trzeba porównywać moją córkę".

Spodziewano się sensacji

15 marca 1941 roku w sali Melody Palace, który mieścił się naprzeciwko budynku ówczesnego Ministerstwa Skarbu (w którym dziś mieści się stołeczny ratusz), zebrał się komplet publiczności.

"Na wielu twarzach znać ciekawość i zainteresowanie, wiele jest radosnych. Także w getcie wydarzyła się jakaś sensacja, tym razem interesująca. Kilka osób wyraża swoje zadowolenie, wypływające z dumy narodowej, że właśnie w getcie, w tak trudnym i przygnębiającym okresie, pojawiła się genialna hebrajska dziewczynka […]. W sali zapadła taka cisza jakiej dotychczas nie słyszałem w żadnej publicznej sali koncertowej. Od pierwszych chwil do końca cisza ta nie została zakłócona. Skupienie publiczności można było poznać po ciszy, w jakiej ludzie siedzieli, po tym, jak uważnie słuchali, uznając, że nie ma nikogo do niej podobnego. Wątpię, by kiedykolwiek tak uważnie słuchano Mozarta".

Tak koncert Josimy recenzowano na łamach "Gazety Żydowskiej":

"Tym razem spodziewano się sensacji. Jedenastoletnia dziewczynka weszła na scenę, usiadła do fortepianu i zagrała koncert Mozarta. Już pierwsza część, którą usłyszeliśmy, nie pozostawiła słuchaczom nic do życzenia, zaś w części drugiej i trzeciej mała pianistka sprawiła, że cała publiczność popadła w najwyższy zachwyt. Dziewczynka ta odznacza się wielką muzykalnością od urodzenia. W pewnej chwili na przykład nie zwróciła uwagi na pałeczkę dyrygenta, który się pomylił i grała dalej z idealną precyzją. Wydaje się, że ta mała wirtuozka nie ma najmniejszych trudności technicznych jak zademonstrowała to grając część trzecią, co uczyniła w sposób w pełni koncertowy. Ale przede wszystkim wywarła na nas wpływ jej doskonała interpretacja dzieła Mozarta. Artystka zebrała burzliwe oklaski i zagrała również bis. Dwa utwory, swoje własne kompozycje. Jeżeli w przypadku "cudownych dzieci" nie należy nigdy przewidywać z góry ich przyszłości, w tym akurat przypadku można zakładać, że jeżeli będzie robiła dalej postępy w tym tempie, jej talent rozwinie się i sięgnie najwyższego poziomu".

Koraliki

Nieco bliżej możemy poznać Josimę z artykułu jej ciotki, Racheli Auerbach, który opublikowała po wojnie na łamach w izraelskiego dziennika „Davar” 26 stycznia 1951 roku. Wiemy, że Josima miała słuch absolutny. Na instrumencie ćwiczyła codziennie przez wiele godzin. Jej matka była surową nauczycielką. Uznawała jedynie klasyczny repertuar. Nie pozwalała grać dziewczynce popularnych melodii czy tang. Jednak kiedy opiekowała się nią ciotka – starsza od Josimy o zaledwie 13 lat Rachela – urządzały sobie muzyczne zabawy: Uczyłam ją żydowskich piosenek a ona szybko podchwytywała melodie i akompaniowała mi. Tak bardzo lubiła śpiewać swoim przyjemnym, cienkim, melodyjnym głosem polskie ludowe piosenki i przedwojenne „szlagiery” a także „Niedokończoną” Schuberta z polskimi słowami oraz mazurek Chopina ze słowami: „Gdybym ja była słoneczkiem na niebie…”.

Josima lubiła bibeloty. Nawlekała na nitki koraliki, robiła z nich broszki i bransoletki, które potem dawała bliskim w prezencie.

Auerbach wspomina też kompozytorskie próby Josimy:

"Z poważną miną, żartując odrobinę ze swojego dziecinnego wieku, opowiadała niekiedy o tym, jak bardzo pragnie być kompozytorem, "udowodnić światu", że kobiety są zdolne nie tylko grać utwory innych lecz także same tworzyć muzykę. Również i na to jej matka nie patrzyła wówczas przychylnie. Była przekonana, że tego rodzaju rzeczy są przedwczesne, lecz ostatecznie ona sama przepisywała drobne notatki Josimy do zeszytu nutowego".

Właśnie z tego zeszytu możemy poznać jej muzykę. 17 kompozycji, a wśród nich: "Ptaszek opowiada", "Wiejscy muzykanci", "Szemranie strumyka", 6 mazurków, walc, a także "Suita wschodnia" – pięć melodii, które Josima skomponowała pod wpływem pieśni szabatowych i melodii modlitewnych.

W ukryciu

Rubin i Perła próbowali wydostać się z getta, w którym sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Wkrótce rozpoczęła się wielka akcja likwidacyjna. 22 lipca 1942 roku Niemcy rozpoczęli "wysiedlanie" mieszkańców warszawskiego getta. W ciągu dwóch miesięcy trwania akcji 254 tys. ludzi wywieziono do obozu zagłady w Treblince, 11 tys. skierowano do obozów pracy, na miejscu rozstrzelano ok. 6 tys. W getcie legalnie pozostało 35 tys. osób, a ok. 25 tys. żyło w ukryciu.

Matka chciała za wszelką cenę ocalić córkę. Jak wspomina Rachela Auerbach: Wciąż dbała by broń Boże córka się nie przeziębiła, kiedy siedzieli w kryjówkach lub podczas biegu od jednej kryjówki do drugiej matka z wielkiej troski i poczucia bezsilności owijała dziewczynkę swetrami, wełnianymi kamizelkami, najróżniejszymi okryciami. Na przełomie lipca i sierpnia, w sierpniu i we wrześniu 1942 – gdy było wciąż dość ciepło – Josima rozchorowała się od tego przegrzewania i zapadła na zapalenie płuc.

Choć wydawało się, że dziewczynkę udało się wyleczyć, nie spodziewano się, że choroba pozostawiła po sobie groźne ślady. Również podczas drugiej "akcji" w styczniu 1943 roku rodzina ocalała przed wywózką. Kilka tygodni później całej trójce udało się wyjść na aryjską stronę i znaleźć schronienie we wsi Pustelnik koło Marek. Stan Josimy się pogarszał. W asyście polskiej dziewczyny Josima trafiła do lekarza w Warszawie. Okazało się, że płuca Josimy znajdują się w ostatnim stadium gruźlicy.

"Należałam do tych żydowskich „aryjczyków”, którzy mogli poruszać się po mieście. Tak się złożyło, że w tym czasie poszłam dowiedzieć się o zdrowie Josimy. Zdążyłam już wówczas nawiązać kontakty po polskiej stronie. Uznałam, że być może da się jeszcze umieścić Josimę w sanatorium dla gruźlików. Zamierzałam poświęcić temu całą swoją energię, powiedziałam, że stanę na głowie aby ją uratować!

W sobotę, 17 kwietnia, w wieczór święta Pesach i Wielkanocy, […] poszłam do lekarki, specjalistki od chorób płuc, która badała Josimę i która była także dyrektorką sanatorium dla chorych na płuca w Otwocku. Jej wyrok był krótki i jasny: Nie ma już czego ratować! Płuca Josimy są dziurawe jak sito. Jej dni są policzone. Może przeżyje jeszcze tydzień a może i tyle nie… Wracając od lekarki szłam ulicami miasta przepełniona straszliwym bólem. Przygnieciona ciężarem cierpienia przystawałam przed oknami sklepowymi w świąteczny wieczór. W każdej witrynie obok nędznych towarów czasu wojny wystawione były plecione koszyczki, a w nich małe kurczaczki zrobione z puchu. Malutkie białe „baranki” z gipsu i cukru z czerwoną wstążeczką zawiązaną na szyi wyglądały z kęp prawdziwej trawy rosnącej w małych doniczkach. Przywiązane błękitnymi wstążkami króliczki ciągnęły wielkie pisanki wielkanocne z bakelitu, wypełnione cukierkami dla dzieci. Wszędzie widać było malutkie wiązanki świeżych fiołków… Josima tak bardzo lubiła wszelkie drobne ozdoby. Nasza najdroższa i najpiękniejsza – Josima!"

Josima zmarła w środę, 21 kwietnia 1943 roku, w drugi dzień święta Pesach, trzeciego dnia powstania w getcie. Po wojnie jej ciało przeniesiono z Pustelnika na cmentarz żydowski w Warszawie.

Upamiętnienie

W Muzeum POLIN kilkakrotnie prezentowaliśmy muzykę Josimy Feldschuh. Podczas POLIN Music Festivalu wykonał ją ceniony izraelski pianista Ohad Ben-Ari. W 2019 roku, z okazji 76. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, odtworzyliśmy koncert, który Josima zagrała z Żydowską Orkiestrą Symfoniczną. IX koncert fortepianowy Mozarta wykonała wówczas 16-letnia Lauren Zhang. Orkiestrę Sinfonia Varsovia poprowadził Maestro Gabriel Chmura. Podczas koncertu fragmenty dziennika Rubina Ben-Shema Feldschuha odczytał Robert Więckiewicz, a artykuł Racheli Auerbach – Joanna Szczepkowska. Na koncercie obecni byli krewni Josimy – dzieci Rubina Feldschuha, który po wojnie wyjechał z Polski do Izraela – córka Yozra Rina Ben-Shem Mariuma, syn Kami Ben-Shem Feldschuh z małżonką Shely, córką Sharon i wnukami: Peril, Ganor i Ericą.

Utwory Josimy zabrzmiały także podczas Gali POLIN w grudniu 2019 roku. Wykonała je młoda uczennica Państwowej Szkoły Muzycznej im. Oskara Kolberga – Stella Maria Kowalczyk.

Aby upamiętnić młodą kompozytorkę przygotowujemy także we współpracy z New York Philharmonic program edukacyjny dla dzieci Very Young Composers, który będzie nosił imię Josimy. W opracowaniu jest także nowy koncert fortepianowy, inspirowany muzyką dziewczynki.

Josima dla najmłodszych

W tym roku 18 kwietnia, w przeddzień 78. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, młodych melomanów zapraszamy na kolejny koncert przyjazny sensorycznie online. Tym razem wsłuchamy się uważnie w dźwięki fortepianu – ulubionego instrumentu Josimy Feldschuh. Posłuchamy jej kompozycji i muzyki, którą lubiła grać i śpiewać.

Naszą muzyczną przewodniczką będzie tym razem znakomita pianistka, zdobywczyni Paszportu Polityki, członkini duetu fortepianowego Lutosławski Piano Duo oraz zespołu Kwadrofonik – Emilia Sitarz. Koncert będzie w pełni dostępny dla osób ze szczególnymi potrzebami sensorycznymi. Premiera: 18 kwietnia o godzinie 11:00 na stronie na Facebooku i kanale na YouTube Muzeum POLIN.